Haremowe ars amandi, odaliski i łzy eunucha

Juan Gimenez Martin - W haremie. Malarskie wyobrażenie sułtańskiej alkowy.
0 Flares Facebook 0 Twitter 0 Google+ 0 Pin It Share 0 Email -- 0 Flares ×

 

Ogromne bramy bronią przejścia do poszczególnych części Pałacu Topkapı w Stambule. Najbardziej strzeżony jest oczywiście harem – miejsce przeznaczone kobietom, w której ku uciesze padyszacha żyły jego odaliski, kadyny, siostry i matka – najważniejsza osoba w haremie, nosząca tytuł Valide Sultan. To, co działo się w alkowach słynnego haremu, jak i mniejszych haremów muzułmańskich domostw, przez wieki pobudzało wyobraźnię Europejczyków – być może dlatego, że progu haremu nigdy nie mógł przekroczyć żaden mężczyzna. Opowieści z haremu wynosili więc ukradkiem lekarze, odaliski, które wyszły za mąż i opuściły pałac (nie było to rzadkością!), handlarki i wróżbitki.

Padyszach mógł mieć każdą zmysłową uciechę, o jakiej zamarzył. Dostojnicy darowali mu w prezencie piękne dziewice, uczone poezji, gry na instrumentach i śpiewu. Można się domyślać, że także sztuki kochania – być może sposobów opisanych w Muzułmańskiej kamasutrze, czyli XVI wiecznej książki Szejcha Nefzaui Ogród woniejący dla wytchnienia umysłu. Znajdziemy tam takie nazwy zbliżeń, jak Ruch wiadra w studni, Wzajemne uderzenie, Zbliżenie, Krawiec miłości, Wykałaczka pochwy, Spojenie miłości  - a pod nazwami tymi kryją się dokładne wskazówki dla par, aby mężczyzna zaspokoił kochankę, a ta pozwoliła mu na dłuższe zbliżenie.

Zmysłowe rozkosze tysiąca niewolnic czekały jednak tylko na padyszacha. Jego bracia bywali duszeni cięciwą łuku lub lądowali w wodach Bosforu jeszcze w łonie matki. Ich dzieciństwo mijało w strachu i nieustannym poczuciu zagrożenia (także ze strony kadyn – kobiet, które rodziły dzieci sułtana i robiły wszystko, aby to właśnie ich synowie zasiedli na tronie). Szczęśliwcy, którzy urodzili się po 1666 roku – a więc po wydaniu dekretu Selima II, łagodzącego bezlitosne prawa poprzedników, pozwalające zabić braci sułtana – byli zamykani w Złotej Klatce. Tam spędzali żywot, niekiedy popadając w obłęd. Jeśli zrządzeniem losu ich starszy brat umierał i wstępowali na tron – byli zupełnie nieprzygotowani do tej roli (jak Ibrahim I, który lata samotności „nadrabiał” hedonistyczną rozpustą).

Harem w Pałacu Topkapı (a później także Pałacu Dolmabahçe), nie miał sobie równych. Niewielkie haremy, które posiadali mieszkańcy Imperium Osmańskiego, nawet w niewielkim procencie nie dorównywały sułtańskim, choć i tutaj panowała ścisła hierarchia.

Sam harem nie był tylko miejscem uciech. Życie kobiet, choć wygodne i w dostatku, upływało niezwykle monotonnie. Owszem, dni odalisek i kadyn można

Anton Hickel - Rokosolana i Sułtan Sulejman Wspaniały (1780)

Anton Hickel – Rokosolana i Sułtan Sulejman Wspaniały (1780)

uznać za beztroskie: wypełnione strojeniem się, perfumowaniem,  opowiadaniem historii, wizytami w hammamie, paleniem sziszy… Tylko nieliczne trafiały do sułtańskiego łoża (większość sułtanów, mimo utrzymywania setek niewolnic, żyło praktycznie w monogamii – spędzając czas z jedną lub dwiema kadynami!). Ciąża, która stanowiła najwyższy honor, mogła oznaczać również wyrok śmierci – choćby z ręki zawistnej konkurentki. Po haremowej drabinie pięły się tylko te, którym starczyło sprytu, inteligencji i… okrucieństwa. Ot, choćby Hürrem, czyli Rokosolana, sportretowana w serialu Wspaniałe Stulecie. Piękna i mądra, nie cofnęła się przed spiskiem wobec szehzade (księcia) Mustafy – historycy przypisują jej główną rolę w zabiciu następcy tronu po Sulejmanie Wspaniałym.

Niełatwy był też los eunuchów, pilnujących porządku w haremie. Macie przed oczami obraz zabawnego Sümbüla z serialu Wspaniałe Stulecie? Cóż, eunuchowie mieli być odpychający, o rzadkich włosach i zębach, zaropiałych oczach. „Uzdatnianie na eunucha” polegało na wykręcaniu lub ucinaniu jąder lub penisa; często przypalaniu moczowodu. Wielu chłopców umierało podczas „zabiegu”. Ci, którzy przetrwali, często nadal odczuwali niemożliwy do zaspokojenia popęd płciowy, zamieniający ich życie w koszmar. Pomagała wiara w kısmet – przeznaczenie (lub wolę boską), która kazała pogodzić się z losem, choćby był on bardzo okrutny…

 

Zaciekawiły Was losy sułtanek, eunuchów i chcecie dowiedzieć się więcej o życiu w Haremie?

StLS0xMzk3ODgtVGFqZW1uaWNlIGhhcmVtb3cgMzAwZHBpLmpwZw==

Polecam Wam publikacji  Jerzego Łątki „Tajemnice haremów” (Wyd. Poznańskie) To nowe wydanie tytułu, w którym autor (znany na pewno miłośnikom Turcji i Imperium Osmańskiego) barwnie opisuje życie w haremie – korzystając zarówno z historycznych źródeł, Koranu, jak i listów i podań podróżników. Dla mnie była to lektura na.. podróż poślubną (cóż za przypadek!), a pisząc tę notkę oparłam się właśnie na tej książce. Możecie ją kupić tutaj lub otrzymać własny egzemplarz zupełnie za darmo w konkursie :)

 

Konkurs – do wygrania 3 egzemplarze książki „Tajemnice Haremów”

 

Żeby wygrać książkę (z wysyłką na terenie Polski), wystarczy w komentarzu odpowiedzieć na pytanie:

Jeśli mógłbyś/mogłabyś cofnąć się w czasie i trafić do osmańskiego haremu – co byś zrobił/zrobiła?

W komentarzu koniecznie podajcie też swój adres e-mail. Na odpowiedzi czekam do 31.08, godz. 23:59. Książki ufundowało Wydawnictwo Poznańskie.

 

AKTUALIZACJA: Wyniki konkursu!

Dziękuję za wszystkie odpowiedzi! Byliście niezwykle kreatywni. Trzy książki trafią do autorów komentarzy:

  • Dafne030 – ze specjalnym wyróżnieniem i podziękowaniem za trzymające w napięciu opowiadanie
  • Agata Dogan – za ciekawostkę historyczną i świetny pomysł na umilenie haremowego życia
  • Patrycja F. – za przewrotny pomysł, którzy rzeczywiście mógłby sprawić, że historycy mieliby pole do badań na kilka pokoleń :)

Gratulacje! Ze zwycięzcami skontaktuję się mailowo.

Koszulki dla fanów Turcji, koszulki dla fanów Wspaniałego Stulecia, koszulki podróżnicze, torby dla podróżników, prezent dla podróżnika

The following two tabs change content below.

Gosia (Rodzynki Sułtańskie)

Blog Rodzynki Sułtańskie powstał w 2012 roku i jest subiektywnym przeglądem blasków i cieni życia w kraju minaretów - piszę o kulturze, języku, kuchni, oswajaniu orientu, ale też uczeniu się siebie w nowym otoczeniu kulturowym. Więcej znajdziesz w zakładce "O blogu". Kontakt/współpraca: RodzynekSultanski [@] gmail.com

35 przemyśleń na temat “Haremowe ars amandi, odaliski i łzy eunucha”

  1. ~Harem c.d pisze:

    Dziwi mnie tylko dlaczego tych kobiet bylo az 100! Wedlug mnie to za dużo, ale co ja tam wiem. Słowo odaliska jest również dla mnie nowe. Wszyscy w Europie zastanawiali się nad haremami, film wspaniałe stulecie pokazuje jaka tam była struktura, że to tak naprawdę była szkoła dla mlodych, nastoletnich panien, ☺ To co się działo w alkowie to inna sprawa, ale samo słowo harem nie powinno wywoływać takiego oburzenia, jakie wywołuje, choć nie wiem czy da się to w naszym europejskim nastawieniu zmienic. Harem kojarzy sie tylko i wylacznie z rozpustą a nawet orgiami, których dopuszczał się książę Selim II Ciekawe artykuł, pięknie pani pisze.

  2. ~Harem pisze:

    Pytanie jest bardzo ogólne, co bym zrobiła, najprawdopodobniej musiałabym tam być, bo przecież dziewczęta nie szły tam na własną rękę a były porywane, i było to wbrew ich woli. W większości były to niewolnice o jasnych oczach, jasnej skórze bo takie się podobały. Dla mnie drabina do bycia sułtanka jest niezwykła bo gdzie u nas tak było, żeby dostać się tak wysoko zaczynając od służącej w Europie było to niemożliwe, ,,to jest temat, który mnie nurtuje.również nie mogę pojąć zabijania się braci w aalce o tron, a dokładniej zabijania braci przez władcę

  3. Sprawdziłam jeszcze raz kto wygrał. Wielkie zaskoczenie, bo mam z tego konkursu ciekawą lekcję. O co chodzi? Wpadł mi do głowy taki pomysł, że uwodząc sułtana wpłynęłabym na to aby… zaadoptował do pałacu wszystkie bezdomne koty z Konstantynopola. Skoro jest w stanie utrzymać tyle kobiet, to czemu nie koty? Mimo, że bardzo kocham te zwierzaki, samam mam kota, to nie odważyłam się tego tu napisać. Myślałam, że to trochę naiwne i głupawe jak na tak poważną i niekiedy okrutną „instytucję” jaką był harem. A tu proszę! Gosia nagrodziła właśnie komentarz o kotach :) Jaki stąd wniosek?
    „Nigdy nie odrzucaj swojego pomysłu, nawet jak myślisz, że jest głupi, naiwny i bez sensu. Miej odwagę się nim podzielić lub go zrealizować.” Wam też polecam to wziąć do serca. A tym co wygrali książkę, szczególnie Agacie Dogan od „kociego komentarza” gratuluję! ;)

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      Przyznam, że ta kocia odpowiedź bardzo przypadła mi do gustu i od razu wybrałam zwycięzcę :) Pozdrawiam :)

  4. ~Dafne030 pisze:

    Bardzo dziękuję za docenienie mojej pracy. :)
    Do napisania opowiadania zainspirowała mnie w dużej mierze tematyka Pani bloga, który wciągnął mnie na kilka dobrych dni i na nowo rozbudził pragnienia zwiedzania Turcji. Z niecierpliwością czekam na kolejne Pani wpisy.

    Pozdrawiam!

    1. Nie brałam udziału w konkursie ale przeczytałam wszystkie komentarze. Byłam bardzo ciekawa, który Gosia ogłosi wygranym. Teraz domyślam się, że to Twój z opowiadaniem. Naprawdę świetne! Gratuluję. A po tę książke też kiedyś sięgnę.

  5. ~Paweł pisze:

    Gdybym mógł cofać się w czasie niczym Terminator, to niczym turysta z odległej przeszłości wziąłbym przede wszystkim aparat by robić zdjęcia dworowi i rodzinie osmańskiej przede wszystkim Rokosalnie lub inaczej Hurrem… sprawdziłbym czy rzeczywiście była z polski jak to mówią historycy, jeśli była polką naturalnie bym z nią porozmawiał. Zapytał bym jak się miewa i czy jest szczęśliwa z Sulejmanem. Przestrzegł bym ją przed błędami i naturalnie zrobiłbym sobie selfie. Oczywiście pod warunkiem że dała by się sfotografować, bo mogła by mnie uznać za bandyte i wtedy mogłbym zostać ścięty jak pospolity zbój… wtedy nie mógł bym wrócić do współczesnej Polski w jednym kawałku….
    Fajnie by było spotkać i porozmawiać z Wielkim Wezyrem Sulejmanem ! Nie wiem jak by mnie przyjął może byłby gościnny lub nie ale zaciekawił by go mój plecak z moimi gadżetami takimi jak aparat , kamera, mp4, telefon czy inne bajery…. może jako gość przyjąłby mnie i kazał by ktoś oprowadził mnie po pałacu… chciałbym zobaczyć sułtański harem z podobno najpiękniejszymi kobietami…. nie wiem może byłaby jaka orgia.. kto wie i ja w roli głównej. … Mógł bym zobaczyć jak wygląda miasto i jak się żyje w tamtych czasach… to wszystko bym zobaczył pod warunkiem żeby mnie nie ścieli za jaką głupote… i tak po spędzonym urlopie w Turcji bez biura podróży trafił bym do przyszłości , pełen wiedzy i entuzjazmu , pełen doznań i zdjęć z przeszłości. …no i z głową na karku….

  6. ~Dafne030 pisze:

    Uderzenie o posadzkę było gwałtowne. Ból w kręgosłupie rozszedł się pajęczyną w kierunku karku oraz nóg. Odebrało mi dech w piersi.
    - Madalena?! Ocknij się, otwórz oczy. Biegnijcie po medyczkę!
    Zrobiło się tłoczno i duszno. Czyjaś chłodna dłoń dotknęła mojej twarzy.
    - Madaleno? Słyszysz mnie?
    Usiłowałam otworzyć oczy. Oślepił mnie błysk jasnego światła. Przed oczami zamajaczyły mi kolorowe plamy. Ból przeszył mnie wzdłuż kręgosłupa. Jęknęłam.
    - Ciii, dziecinko. Już po wszystkim. Furkan, przenieś ją.
    Czyjeś zręczne ręce przeniosły mnie lekko. Kształty stawały się bardziej wyraźne.
    - Co tu się stało?! Jakim cudem spadła z balkonu?! Kto ją pchnął?!
    Spojrzałam w kierunku rozchodzącego się dźwięcznie głosu. Wysoka kobieta w sędziwym wieku ze spiętymi nad karkiem czarnymi włosami oraz w dziwnie barwnej sukni stała przed grupą przerażonych dziewczyn ubranych w podobnie dziwne suknie.
    - Kto ją strącił?! Mówić! Ale już! – kobieta wrzeszcząc wściekle dalej prowadziła śledztwo, a dziewczęta łkały coraz głośniej.
    - Ayse Hatun, mówimy prawdę. Spadła sama. Stała tam i nagle zamarła. A potem spadła. Mówimy prawdę.
    Mężczyzna o zamglonej jeszcze dla mnie twarzy zwrócił się do kobiety.
    - Ayse Hatun, spójrz.
    - Co się stało? – rzuciłam w przestrzeń.
    Uśmiechnięta twarz mężczyzny pochyliła się nade mną. Był paskudny. Miał poharataną głębokimi ranami twarz. Łypał na mnie jednym ze zdrowych oczu. Zgniły odór jego oddechu owionął mi twarz. Kobieta z czarnym kokiem zbliżyła się. Miała piękne, czarne, hiszpańskie oczy.
    - Madaleno?! Słyszysz mnie?
    - Gdzie ja jestem?
    Kobieta spojrzała pytająco na medyczkę. Ta pokiwała uspokajająco głową.
    - Spadłaś z balkonu. Z bardzo wysoka. Dziękuj swojemu Bogu, że żyjesz.
    - Co? Przecież… Byłam w domu. Gdzie ja jestem?!
    Czułam, narastającą panikę. To otoczenie było mi zupełnie nieznane. Po oczach bił mnie zewsząd przepych i nadmiar bogato zdobionych i kolorowych strojów mieszkańców jak i zdobnej ornamentyki. Przestrzeń była otwarta. Sufi wisiał pięć metrów nad podłogą. Troszkę niżej zauważyłam jedno z pięter z balustradą. Jakieś trzy metry od posadzki, na którą runęłam. Zrobiło mi się gorąco.
    - Na litość boską?! CO SIĘ STAŁO?! TO NIE JEST MÓJ DOM!
    Ayse Hatun spojrzała na mnie jak na wariatkę. Zbita ciasno grupa dziewcząt łkała przerażona. Patrzono na mnie, jak na opętaną.
    ** *** **
    Resztę dnia spędziłam w łóżku. Ayse Hatun jak i medyczka zgodnie stwierdziły, że upadek wywołał u mnie amnestię. Byłam na granicy rozpaczy i obłędu. Jak tu się znalazłam? Jedyne co pamiętam to widok ze swojego balkonu na ogromne zielono-złote pola. Pamiętam, że wróciłam z pracy i że postanowiłam poczytać na balkonie. Pamiętam, że stałam przy balustradzie, a później przyszła ciemność, która przeniosła mnie tu.
    Dziewczęta, w przerwach między codziennymi obowiązkami, przysiadały na chwilę obok. Nie chciałam z nimi rozmawiać, nie chciałam na nie patrzeć i z nimi przebywać. Czułam, że nie należą do mojego świata, a ja nie należę do ich. Opowiadały mi o życiu w pałacu, o ich obowiązkach. Opowiadały tak, jakbym była tu po raz pierwszy. Opowiadały mi o mnie. O tym kim jestem, jak tu trafiłam.
    Rzadko je słuchałam. Zastanawiałam się czy śnię? Jeśli tak, to kiedy się obudzę? Czy ból nie byłby tylko złudzeniem? A może… Nie żyję? Może jestem martwa? Czym jest to miejsce? Rajem? Czy piekłem?
    ** *** **
    Sen, który śniłam był niezwykle realistyczny, dziwnie cielesny i ludzki. Ayse Hatun pozwoliła mi odpoczywać dopóki nie wydobrzałam, ale musiałam wrócić do pracy. Dziewczęta uczyły mnie na nowo wszystkiego. W ich mniemaniu biedna Madalena straciła pamięć, w moim…
    Dzisiaj już nie pamiętam co myślałam. Bałam się, że to wszystko to jakiś paskudny żart Pana Boga, albo… kogoś mu zupełnie przeciwnego.
    Na własną prośbę przeniesiono mnie. Ayse Hatun nie kryła zdumienia, ale widziałam w jej oczach pewnego rodzaju troskę. W końcu oddała mnie pod opiekę dziewcząt, które zajmowały się pielęgnacją kwiatów i wyrobem kosmetyków.
    Dni mijały mi na ciężkiej pracy w ogrodzie, zwłaszcza przy różach i tulipanach, oraz w mydlarni. Sułtański ogród był ogromny, wymagał ciągłego poświęcenia. Część dziewczyn, z którymi pracowałam zajmowała się wyrobem wody różanej, której używano zarówno w kuchni jak i w kosmetyce. Wyrabiałyśmy także naturalne mydełka dla pałacowego hamamu.
    Gdy sułtański pałac spał, ja rozmyślałam o tym, jak wrócić do domu. Wiedziałam, że nie mogę zostać.
    ** *** **
    - Dziewczęta, szybciej. Mamy dzisiaj wiele do zrobienia. – nadzorczyni ponaglała nas.
    Z nieba lał się żar, który coraz trudniej było wytrzymać. Dziewczęta marudziły srodze i błagały szefową o chwilę przerwy.
    Ich rozmowy nie docierały do mnie. Niepostrzeżenie oddaliłam się od grupy. Z zadumy wyrwało mnie rześkie powietrze, które owiało mi twarz. Rozejrzałam się. Drzewa rzucały ogromne cienie. Nie znałam tej części pałacowego ogrodu. Ruszyłam w kierunku ścieżki wijącej się między drzewami. Chwilę potem usłyszałam dziwne odgłosy, a później moim oczom ukazał się duży, drewniany budynek, z którego dochodziło rżenie koni.
    Grupa mężczyzn zajmowała się zwierzętami. Wszyscy ubrani w te same stroje. Wśród nich wyróżniał się szczególnie jeden z mężczyzn, ubrany inaczej niż reszta, bardziej władczy, poważny. Kilka razy zerknął w kierunku ścieżki, jakby podświadomie mnie tam widział.
    Odkrycie pałacowej stajni otwierało przede mną jedną z możliwości, które od dawna chciałam wypróbować. Teraz już wiedziałam jak to wykonać. Serce drgnęło mi radośnie.
    ** *** **
    Nie wiem jakie siły opatrzności czuwały nade mną tej nocy, ale udało mi się niepostrzeżenie wymknąć z sypialni dla służby pałacowej i przemknąć tylnymi przejściami do ogrodu. Pod stajnię przybyłam niezauważona, chociaż ciągle miałam wrażenie, że czyjś wzrok wypala mi dziurę w okolicach karku.
    Stajnia (ku mojemu zdumieniu i ogromnej uldze) była pusta. Konie spokojnie stały w boksach. Gdy weszłam nie zwróciły na mnie uwagi. Rozejrzałam się dookoła. Było tak ciemno, że w czerni rozróżniałam tylko bielsze zady niektórych z koni. Tuż przy wyjściu ze stajni stał biały, osiodłany koń. Niewiele myśląc chwyciłam go za uzdę i poprowadziłam ku wyjściu.
    ** *** **
    Miałam wrażenie, że prowadzi mnie instynkt. Na horyzoncie powoli świtało. Wiedziałam, że muszę się spieszyć, dlatego popędzałam konia jak tylko mogłam. Prowadził nas pęd.
    Uciec! Jak najdalej! Może gdzieś na granicy świata, w którym się znajduję uda mi się przebić tę niewidzialną skorupę i powrócić do domu? Musiałam spróbować. Nie chciałam być więźniem.
    Nagle usłyszałam świst. Początkowo wydało mi się, że to wiatr znów płata mi figle. Oczami wyobraźni zobaczyłam grad strzał lecący w moim kierunku. Coś świsnęło ostro i wyraźnie, tuż obok mnie. Koń stanął dęba.
    Świat zawirował mi przed oczami. Poczułam, że spadam. Uderzenie o ziemię było gwałtowne…
    ** *** **
    Najpierw powrócił słuch. Zgiełki domu dochodził mnie z oddali. Przyciszone rozmowy domowników, kuchenny gwar. Później przyszedł zapach gotowanego jedzenia, zapach lasu unoszący się w powietrzu.
    Czułam podskórnie, że jestem w domu, Otworzyłam oczy, ale nie byłam u siebie. Uderzyła mnie znajoma feria barw i wszechogarniający przepych. Znów tu jestem. Nie uciekłam. Nie udało się.
    - Ukradłaś mi konia, pani.
    Nie śmiałam się poruszyć. Byłam przerażona.
    - Gdzie jestem? Co się stało? – rzuciłam beznamiętnie.
    Męski głos uśmiechnął się gdzieś nieopodal.
    - W pałacyku myśliwskim Sułtana. Znalazłem cię w lesie.
    Przełknęłam ciężko ślinę. Zastanawiałam się ile z całej prawdy zna ten człowiek. Dźwignęłam się ciężko. Ból rozszedł się pajęczyną. Na drugim końcu pokoju siedział mężczyzna, którego widziałam kilka dni temu pod stajnią. Nie wydawał się być wściekły, raczej rozbawiony.
    - Mój koń. Nie ukrywam, że jestem do niego bardzo przywiązany. Prezent od samego sułtana. Na szczęście zawsze do mnie wraca. Jak… na zawołanie.
    Mężczyzna świdrował mnie swoimi ciemnymi oczami.
    - Czego chcesz?! – warknęłam w obronie.
    - Ja? Chciałem zapytać o to samo, pani.
    Cisza wrzała w przestrzeni. Napięcie rosło. Mężczyzna wstał i ruszył powoli w moim kierunku.
    - Wiem, że chciałaś uciec, ale nie wiem po co i gdzie. Ukradłaś mi konia. Wiesz co cię za to czeka?
    Mówią, że pytanie retoryczne nie wymaga odpowiedzi. Mężczyzna przyglądał mi się pytająco z nieukrywanym zadowoleniem i tryumfem.
    - Ja nie mogę umrzeć. – odparłam spokojnie. Mężczyzna uniósł brwi pytająco. – Nie można zabić człowieka, który od dawna nie żyje.
    Tym razem parsknął śmiechem. Śmiał się długo i szczerze. Otarł łzę, którą śmiech wycisnął mu w kąciku oczu. Mimo potężnej postawy, srogiego wyrazu twarzy i powagi poczułam do niego sympatię.
    - W tym pałacu nikt nie umiera jeśli tego szczerze nie chce… Lub jeśli nie chcą tego jego wrogowie.
    Zmarszczyłam brwi. Czekałam w napięciu. Nie bardzo rozumiałam o co mu chodzi.
    - Kto miałby chcieć cię zabić?
    - Jak to? – zaczęłam niepewnie – Uciekłam z pałacu… Ukradłam ci konia.
    - Powiedzmy, że… Nie uciekłaś, tylko cię ze sobą zabrałem na przejażdżkę.
    Chyba zaczynałam rozumieć.
    - Czego chcesz?! – wstałam gwałtownie – Nie dostaniesz ode mnie niczego! Wypuść mnie!
    - I gdzie pójdziesz?
    Uśmiechnęłam się drwiąco.
    - Przed siebie. – spojrzał na mnie zdziwiony – Na twoim koniu.
    ** *** **
    Nie wiem jakim cudem przekonał mnie bym wróciła z nim do pałacu. Nie wiem co strzeliło mi do głowy, ale poczułam przy nim… siebie. Jakkolwiek to dziwnie brzmi.
    - Jak masz na imię?
    Uśmiechnęłam się. Właściwie nic o sobie nie wiemy.
    - Pytasz o to, jak mam na imię, czy jak na mnie mówią?
    Nie odpowiedział. Oczekiwał w sympatii.
    - Madalena. Jestem Madalena.
    - A co to oznacza?
    Spojrzałam na niego pytająco. Puścił to mimo uszu. Konie prowadziły nas spokojnie w kierunku pałacu.
    - Powinnaś mieć na imię Gizem…
    - Gizem? A co to oznacza?
    Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerzej. W jego oczach zauważyłam ułański błysk.
    - Tajemnica…

  7. ~batonzo pisze:

    Po obejrzeniu kilkudziesięciu odcinków „Wspaniałego stulecia” stwierdzam, że przed cofnięciem się w czasie musiałabym najpierw przejść kurs przetrwania organizowany przez Rambo, kurs psychologii i kurs u Michaliny Wisłockiej i Lecha Starowicza. Potem może bym przeżyła a może nie. Ja się chyba boję cofnąć w ten czas :). Toż to najprawdziwsza walka o ogień.

  8. ~Anna Kulawiak pisze:

    Należę do miłośniczek serialu „Wspaniałe Stulecie”. Kibicuję swoim ulubionym bohaterom, podziwiam cudowne wnętrza, niesamowite stroje, biżuterię, piękno, które otacza mieszkańców haremu, a jednocześnie odczuwam przerażenie na myśl o tym jak wiele siły, charyzmy i wytrwałości wymagało istnienie w tym hermetycznie zamkniętym haremowym świecie.
    Co bym zrobiła, gdybym przeniosła się w czasie i przestrzeni do osmańskiego haremu?
    To zależy czy mogłabym wybrać sobie rolę jaką miałabym w nim pełnić.
    Kobiety nie miały większej władzy, chyba, że należały do najbliższej rodziny Sułtana, dlatego wybrałabym sobie rolę siostry sułtana. Co prawda nie miałabym możliwości decydowania o swoim zamążpójściu, ale mój los byłby znacznie bezpieczniejszy i łatwiejszy, ponieważ nie stałabym na drodze do sułtańskiego tronu.
    Gdybym jednak nie mogła wybrać sobie roli, tylko została sułtańską branką, to musiałabym zdecydować, czy chcę żyć w cieniu, pełniąc rolę cichej służącej, czy też walczyć o względy Sułtana i zapewnić sobie bogatą, ale niebezpieczną przyszłość.
    Podziwiam Hürrem, za jej inteligencję, spryt, wytrwałość w dążeniu do celu i za to jak potrafiła rozkochać w sobie Sułtana.
    Nie wiem, czy miałabym w sobie tyle odwagi co ona. Żyję w innych czasach, przyzwyczajona do poczucia bezpieczeństwa, pełna empatii, niezależna kobieta, zatem czy potrafiłabym i chciała odnaleźć się w tamtych czasach?
    Myślę, że miło polecieć na skrzydłach marzeń do tamtego świata, aby później bezpiecznie powrócić w ramiona mojego ukochanego męża- tylko mojego męża.

  9. ~Agata Dogan pisze:

    A ja byl załozyła w haremie hodowle tureckich vanów i angor – w haremie brakuje kotów, a prorok Mahomet uweibliał koty i pełnił ważna rolę w zyciu Proroka. Koty, kojarzone z bóstwem, szczęściem, przedziwną mocą, również złowieszczą. Wymykają się wszelkim próbom kulturowego „zaszufladkowania”. Właśnie dlatego ich kocia wysokość musi zająć w Pałacu szczególne miejsce.Prorok trzymał zwierzę na kolanach, otaczając je czułością i czcią. Ponoć, kiedy Muezza zasnął na jego płaszczu, Mahomet wolał odciąć połać materiału niż zbudzić ulubieńca. Tak mówią legendy, przekazywane do dzisiaj. Miauuuuu n:*

  10. ~julaaa.00253 pisze:

    Starałabym się uwieść swym tańcem i urokiem osobistym sułtana, aby dostać się do jego alkowy. Postarałabym się nim tak manipulować aby zajść w ciążę i zdobyć jak największe wpływy przy okazji odsuwając od jego serca inne konkubiny (nie zabijając ich). Nie starałabym się nikogo zabić żadnego z książąt innych konkubin. Doprowadziłabym do tego że sułtan spędzałby noce tylko ze mną odstawiając na bok wszystkie konkubiny. Zależałoby mi tylko na jego miłości a nie na pieniądzach biżuterii i pozycji.Starałabym się utrzymywać w miarę normalne relacje z jego matką i siostrami.Podbiłabym jego serce tak że wszystkie inne konkubiny nie miałby szans. Nie dopuściłabym aby jakaś inna urodziła dziecko sułtanowi. Ja byłabym jego jedyną ukochaną walczącą w haremie o przeżycie w imię miłości.

  11. ~Patrycja F. pisze:

    Zostawiłabym niepozorną wiadomość na ścianach haremu, aby przyszli badacze do końca świata głowili się co wśród napisów arabskich robią polskie słowa w alfabecie łacińskim.

  12. ~Dido pisze:

    Szukałabym sposobu żeby jak najszybciej uciec :)

  13. ~Patrycja pisze:

    Było wiele kobiet, które były dumne, że należały do haremu. Dzięki temu miały pozycję i władzę. Ale były i takie, które czuły się tam niewolnicami. Pewnie nie zaliczałabym się tak ostatecznie do żadnej z tych grup. Jak zwykle jestem inna, niektórzy uważają, że dziwna, ale może w tamtych czasach dzięki temu zmieniłabym życie udręczonych kobiet na lepsze…
    Czułabym się tam niewolnicą, ale postanowiłabym z tym skończyć… Wiem, że nie mogłabym zmienić haremów w całym państwie, ale zapoczątkowałabym jakiś ruch. Jedynym wyjściem wydaje mi się, że byłoby zabicie sułtana, uwolnienie kobiet z haremu i ucieczka wraz z nimi. Może i byłoby to niemożliwe, ale dzięki temu może i inne kobiety z haremów walczyłyby o swoją wolność.

  14. ~aniolka pisze:

    Gdybym znalazla sie w haremie, zrobilabym sobie selfie z Sultanem ;)

  15. ~szpinakowefit pisze:

    Myślę, że jako gorącokrwista i odważna dziewczyna, zaraz bym zarządziła innymi mieszkankami haremu i stała się ich przywódczynią, a potem związki zawodowe i te sprawy ;-P

  16. ~Kinga pisze:

    Pewnie uciekłabym jak najszybciej do domu :) Nie zniosłabym zamknięcia, tańczyć lubię tylko z mężem, natomiast tańcząc przed innymi spaliłabym się ze wstydu. Lubię gotować, niestety kobiety chyba rzadko mogły wejść tam do kuchni.
    Zostałabym, jeżeli bym mogła przez jakiś czas pozostać niewidzialna i obserwować co się tam działo oraz ukradkiem podjadać smakołyki w kuchni :)

  17. ~pannakac pisze:

    Gdybym przeniosła się w przeszłość i trafiła do haremu, nie rzucałabym się w oczy. Powoli dałabym się owinąć orientalnymi zapachami i tkaninami. Słuchałabym rozmów, plotek i porad, nie sprawiałabym problemów. Byłabym zawsze na wezwanie, zawsze uprzejma, zawsze gotowa do spełniania poleceń. Ale ponieważ nie ma w życiu niczego gorszego od stagnacji, nie chciałabym dać się odurzyć pięknie i hipnotycznemu spokojowi powtarzalnych czynności. W końcu zapragnęłabym władzy. Nie walczyłabym jednak o nią jak Roksolana, ale powoli wsączałabym siebie w serca wszystkich wokół. Byłabym pomocna, słodka, zawsze cicha i taka niepozorna. Zainfekowałabym ich sobą. Aż w końcu pewnego wieczora zaczęłabym snuć historie – historie o czasach dawnych i przyszłych, o niezwykłych odkryciach i niezwykłych ludziach. Rzeczy z przyszłości i rzeczy całkowicie fantastyczne. Mówiłabym językiem albo prostym albo niezwykle skomplikowanym, opowiedziałabym tysiąc i jedną historię. Stałabym się z tego znana, stałabym się przez to poważana i potrzebna. I władałabym ludzkimi sercami.

  18. ~Sonia pisze:

    Ponieważ nie ma we mnie agresji wiodla życie wygodne i w dostatku, które upływało by niezwykle monotonnie wypełnione strojeniem się, perfumowaniem, opowiadaniem historii, itp.:))

  19. ~vaapku pisze:

    Z chęcią przeniosłabym się do tego okresu (ale tylko na jakiś czas). Wzięłabym ze sobą notatnik i długopis i przemykałabym po budynku, podglądając toczące się tam życie i robiąc wyczerpujące notatki. Poznałabym tajemnice alkowy, przyjrzałabym się życiu służby, zbadałabym wszystkie spiski… A po powrocie zasiadłabym wreszcie przed telewizorem i obejrzała polecany mi ostatnio przez wszystkich wkoło serial „Wspaniałe stulecie” i szczegółowo wyliczałabym wszystkie zawarte w nim przekłamania :)

  20. ~Asia pisze:

    Gdybym do haremu trafiła starałabym się na początku przyjrzeć atmosferze i stosunkom, jakie tam panują. Takie rozeznanie ułatwiłoby mi działanie i funkcjonowanie w tamtym środowisku. Chciałabym wybadać, co jest piętą Achillesową Pana haremu i spróbować jakoś dobrze wykorzystać tę informację. Zaciekawiłabym go opowieściami, literaturą, sztuką, może jakąś pasją i postarała się przekonać i namówić go do czynienia dobra dla innych, zrezygnowania z pewnych niepotrzebnych działań: np. utrzymywania tyłu kobiet. Jeśli sposobem, by coś zmienić byłaby miłość, postarałabym się jakoś ( duszą i ciałem ;) oczarować go, jeśli coś innego- też bym próbowałabyć przekonującą. Początki często nie są łatwe, ale jeśli ma się cel, by poprawić sytuację innych, wtedy jakoś znajduje się w sobie siłę, by czynić dobrze. Oczywiście łatwiej by mi było, gdyby do tego był jeszcze kimś wyjątkowym i spodobałby mi się naprawdę.:) A może połączyłaby nas pasja do czytania książek? Skoro w życiu jestem przykładną żoną, to w marzeniach mogę być nieco „szaloną” :) Pozdrawiam :)

  21. ~Karolina pisze:

    Na pewno zakręciłabym się jakoś przy kuchennych obowiązkach. Sułtan Sułtanem, miłostki miłostkami, intrygi intrygami, a ja podkradałabym z kuchni te wszystkie wspaniałości. Upijałabym turecką czorbę, skubała pieczone przepiórki, a na koniec delektowała baklavą i lokum, zapijając oczywiście szerbetem. :D Chyba byłabym niezłą haremową kulką. :D

  22. ~Manar pisze:

    Za dnia byłabym elegancką, wyperfumowaną damą, wrażliwą na piękno i okrucieństwo, w nocy zaś stawałabym się okrutną femme fatale – owijałabym sobie sułtana wokół palca, wpływałabym na jego czyny i decyzje, powoli pozbywałabym się również konkurentek;)

  23. ~Kasia Wierzba pisze:

    Jestem kobietą władczą i despotyczną,uwielbiam rządzić więc w haremie odnalazłabym się tylko jako zona sułtana :)Kto wie może z czasem przejęłabym władze w tym kraju i zmieniłabym los kobiet i bieg historii ;)

  24. ~Nieomal pisze:

    Oczywiście,że trafiłabym do alkowy Sułtana :D Zajadałabym się lokmą i nosiła tę <3 PIĘKNĄ biżuterię !
    Oczywiście od czasu do czasu uknułabym kilka intryg,by mnie nie odesłano z alkowy. Ważna byłaby dla mnie przyjaźń z Sümbülem :D Nawiasem mówiąc to najlepsza postać :)

  25. ~Blueberry pisze:

    Ja bym była tam tancerką, którą by pewnie szybko zabili za brak subordynacji :D

  26. ~Izabela pisze:

    Chciałabym WSZYSTKO zobaczyć, dotknąć, przeżyć, poczuć na własnej skórze ! Zobaczyć te wszystkie przepiękne budowle, obiekty, dotknąć tkanin, poczuć zapach i smak tradycyjnych potraw, zapachów, perfum … Przeżyć te wszystkie chwile i momenty jakie przechodziły w tamtych czasach kobiety ! Poczuć się prawdziwą Sułtanką ! Jak księżniczka przybrana w najwykwintniejsze stroje, biżuterię. Chciałabym odczuć dogłębnie wszystkie aspekty życia w tamtym okresie ! Zachłysnąć się tym pięknem, niezniszczonym, nienaruszonym, nieskalanym przez współczesną technikę i technologię. Ujrzeć prawdziwe piękno tamtej epoki. Takiej prawdziwej. Szczerej. Nieoszukanej !

  27. ~Klaudia-hibbibi pisze:

    Hmm… ostatnio znalazłam wycieczkę do Turcji, która oferowała zwiedzanie pałacu Topkapi. Mimo, że z wielu względów nie mogłam z niej skorzystać, pobudziła moją wyobraźnię. Wyobraziłam sobie siebie kroczącą dumnie po pałacu, w jednej z tych urzekających, bogato zdobionych sukni i biżuterii, w której się po prostu zakochałam oglądając „Wspaniałe Stulecie”. Chciałabym również z bliska zobaczyć na własne oczy jak tak na prawdę wyglądało tam życie, być świadkiem ważnych wydarzeń, bo nie oszukujmy się, harem tętnił życiem. Spotkać osobiście samego padyszacha – bezcenne. Może niekoniecznie w alkowie :P Ahh… i obowiązkowo chciałabym nauczyć się grać na harfie. Rozmarzyłam się, no cóż :)

  28. ~Dorota pisze:

    Zaprzyjaznilabym sie z Glownym Eunuchem i moze jeszcze kilkoma innymi, zaufanymi. Jakos trzeba by bylo przetrwac :)

  29. ~Invierno pisze:

    przejęłabym władzę ;)

  30. ~Melek pisze:

    Chętnie poobserwowałabym życie w haremie ,ale zamiast stawać się jedną z konkurentek nałożnic – chętnie wsparłabym kogoś takiego jak Hurrem ,jednocześnie próbując pogodzić i zaprzyjaźnić kobiety w haremie . Poza tym chętnie poprzebierałabym się w te piękne suknie i biżuterię :) Poza tym nie zmieniałabym nic , bo właśnie te tradycje i zasady panujące w haremie i ówczesnej Turcji oraz jej historia, są tak fascynujące i ciekawe . A dzięki temu,że tak znacząco różni się od historii Polski i Europy -jest dla nas bardziej atrakcyjna :)

  31. ~Agata pisze:

    Nie lubię agresji, więc nie widziałabym się w roli ulubienicy sułtana – te ciągłe sprzeczki i walka o pozycję syna… Ale dramaty z rodzaju tych romantycznych są jak najbardziej wskazane, więc gdybym miała dokonać wyboru to najchętniej wcieliłabym się w rolę sułtańskiej siostry. Tak akurat, żeby trochę powzdychać do ukochanego z daleka i móc potem się poużalać nad własnym losem, kiedy matka postanowi mnie wydać za innego. W życiu taka nie jestem, to chociaż w fantazji mogę przyjąć rolę delikatnej i wrażliwej białogłowy. Pozdrawiam :)

  32. ~Hurrem pisze:

    Rozkochalabym w sobie Sułtana niczym Roksolana, w końcu w moich żyłach też płynie gorąca słowiańska krew… ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Facebook 0 Twitter 0 Google+ 0 Pin It Share 0 Email -- 0 Flares ×