Moje wielkie tureckie wesele. Część I: przygotowania, czyli jak zorganizować ślub w 6 tygodni

wesele w Turcji / Rodzynki Sułtańskie, blog
0 Flares Facebook 0 Twitter 0 Google+ 0 Pin It Share 0 Email -- 0 Flares ×

 

Minął ponad miesiąc, odkąd wypowiedziałam „tak”. Wprawdzie nie sakramentalne, a urzędowe i właściwie nie było to „tak”, a „evet” – nie zmienia to faktu, że jestem żoną! Dotąd nie zdołałam opisać tego wielkiego wydarzenia na blogu. Nie, nie będę tłumaczyć się brakiem czasu. Po prostu nadal trudno mi ubrać w słowa wszystkie emocje, wzruszenia, łzy radości (i łzy zdrowego wkurzenia i stresu). Ale spróbujmy.

Kwiecień, Kapadocja. Po kilku godzinach trekkingu wśród księżycowego krajobrazu wskakuję w moją jedyną sukienkę. Kolacja, butelka wina (filmowo!). I jak na filmie: facet klęczący na jedno kolano, spanikowana dziewczyna, łzy radości.

Początek maja. W końcu zaczyna się organizacja: rezerwujemy bilety lotnicze do Stambułu dla mojej mamy. Nigdy nie chciałam mieć typowych, hucznych tureckich zaręczyn, ale wycieczka do Turcji to dobra okazja, żeby przy szklaneczce czaju poznać rodzinę mojego wybranka. Ma przyjechać też moja siostra i szwagier. Bilety kupione, czekamy na zapoznanie się rodzin i zaczynamy wybierać datę ślubu.

I tutaj nagły zwrot akcji: najbliższa rodzina mojego (wtedy) narzeczonego to nauczyciele. Moja siostra wykłada w koledżu w Anglii, szwagier też pracuje w budżetówce i ma zaplanowany urlop z bardzo dużym wyprzedzeniem. Zobaczymy się za 6 tygodni, a później – za jakieś półtora roku. Święta, dni wolne, weekendy – nie możemy znaleźć żadnej daty, która pasuje obu stronom. Półtora roku to optymalny czas, żeby zaplanować wesele, prawda?

Prawda… ale to przecież nudy! Nigdy nie planowałam niczego z tak dużym wyprzedzeniem, a najlepiej i tak pracuję pod presją czasu. Mój narzeczony pół-żartem, pół-serio mówi, że moglibyśmy zorganizować imprezę w 6 tygodni, w tym roku.

6 tygodni.

Na suknię, garnitur, salę, ba! Na wybór muzyki, pierwszego tańca, smaku kremu w torcie, fontów na zaproszeniach (chociaż z planowaniem u mnie słabo, zawsze lubowałam się w detalach!).

6 tygodni. Jedziemy do Izmiru, gdzie – jak już zdecydowaliśmy – ma odbyć się wesele. Wybór miejsca nie będzie prosty – w Turcji wesela odbywają się bardzo często w publicznych parkach czy wręcz przed domem młodych. Imprezy w hotelach, zwykle bardziej kameralne, są tutaj o wiele droższe (poza naszym budżetem, kompletowanym w 6 tygodni), szczególnie, że rozdajemy około… 600 zaproszeń. To bardzo ogranicza nasz wybór. Mamy szczęście – niedaleko domu przyszłego pana młodego urząd miasta właśnie oddał do użytku salon ślubów. Cena mieści się w budżecie, a wystrój w ogóle nie przypomina tureckiego stylu – z kokardami, brokatem i plastikowymi „antycznymi rzeźbami”. Data ślubu? Jedyna, kiedy salon jest wolny podczas pobytu polskiej rodziny w Turcji. Tuż po Bayramie. Wcześniej mieliśmy już zaplanowane dwutygodniowe wakacje w Polsce – w sam raz na wszystkie formalności.

Jak to się stało, że rozdaliśmy aż tyle zaproszeń? Nasza drukarnia przez pomyłkę wydrukowała nie 200, a 1000 zaproszeń, oddając nam całą partię w cenie zamówienia. Niezwykle ucieszyła się z tego moja przyszła teściowa, która ochoczo zaczęła rozdawać karty z naszym zdjęciem i datą ślubu nawet najdalszej rodzinie. I chociaż wcześniej wyobrażałam sobie mój ślub jako kameralne przyjęcie, liczba gości w ogóle mnie nie przeraża, a nawet cieszy!

 

Tradycyjne tureckie wesele – rekordowe liczby gości

Ponieważ w Turcji więzy rodzinne są dość silne, na wesela zjeżdżają się ogromne grupy gości. Wesele na 400, czy nawet 500 osób nie jest rzadkością. Zaprasza się nie tylko najdalszych krewnych, ale np.: znajomych ze szkoły rodzeństwa pary młodej; rodzinę sprzedawcy pobliskiego sklepu, od którego kupuje się gazetę i chleb; każdego, komu mówi się „dzień dobry” w drodze oraz każdego, z którym rozmowa zejdzie akurat na temat ślubu rodzeństwa/dzieci/samych rozmówców. Jeśli wesele odbywa się na świeżym powietrzu, często należy liczyć się z nieproszonymi gośćmi – ot, choćby przechodniami, którzy usłyszeli weselną muzykę i postanowili zajrzeć, któż to bierze ślub. Trzeba jednak podkreślić, że zwykle gości częstuje się tylko ciasteczkami lub tortem i sokiem lub oranżadą – co sprawia, że większa liczba gości praktycznie nie podnosi kosztów wesela. A jedzenie? Tradycyjnie jest ono przygotowane przez sąsiadki i rodzinę pary młodej i wydawane przed domem/w domu tuż przed weselem. Przygotowywane są tradycyjne tureckie dania, jak np. keşkek (ugniatana pasta z bulguru i mięsa), pilaw, ciecierzyca z mięsem, dania z bakłażana, sałatki, owoce. Na tradycyjnym tureckim weselu, na stołach nie ma alkoholu – choć bywa, że goście sami „radzą sobie”, wprawiając się w imprezowy nastrój gdzieś w ukryciu. U nas był to – o ironio! – pokój modlitwy, który część naszych znajomych uznała za doskonałe, odosobnione miejsce.

 

Planowanie ślubu w 6 tygodni to sporo stresu – prawda. W Polsce, do wydania dokumentu o możliwości zawarcia związku małżeńskiego, poproszono o taki sam dokument mojego narzeczonego, wydany przez turecki urząd. Tak, nie sprawdziliśmy tego przed wyjazdem. Tak, był to problem. Tak, rozwiązany ;) Wystarczyło przetłumaczyć turecki dowód osobisty (na tureckich dowodach widnieje informacja o stanie cywilnym).

Już w Turcji, tłumacząc dokumenty wydane w Polsce, zapisano moje imię i datę urodzenia bez polskich znaków. Tureckiej urzędniczce dodałam w Windowsie polską klawiaturę, jednak ta zapisała moje imię – zamiast Małgorzata – Ma₤gorzata (tak, mam w imieniu znak funta, dzień dobry!). Wszystkie sprawy papierkowe, które musieliśmy prostować, wyjaśniać i opłacać (np. 89 lir za jedną pieczątkę w Konsulacie) – rzeczywiście napsuły nam sporo nerwów. Ale wiecie co? Było warto! Fajnie było wziąć ślub. Fajnie jest mieć męża :)

O wiele przyjemniejsze było planowanie całej oprawy ślubu. Chociaż tytuł postu to „Moje wielkie tureckie wesele”, tak naprawdę było to po prostu wesele zorganizowane w Turcji, z tureckimi akcentami. W sumie na weselu gościliśmy kilka narodowości – obok Polaków i Turków bawił się Anglik i goście z Afryki. Ja sama podejrzliwie podchodzę do tureckich tradycji weselnych i oprawy przyjęcia. Nie ufam tureckim dekoratorom i ich skłonności do przepychu, dlatego przed ślubem malowaliśmy na biało gałązki oliwne, które wstawiliśmy do kupionych wazonów z IKEI (mamy ich teraz 33 i nadal zero pomysłu, jak wykorzystać je w domu ;)). Turecka orkiestra i cygańskie hity? Absolutnie nie – wiele godzin trwało wybieranie muzyki, przy której będą bawić się i polscy, i tureccy goście oraz poszukiwanie DJa, któremu możemy zaufać (ku niepocieszeniu tureckiej teściowej). Wybór padł na szkołę DJów, której właściciel pracuje na festiwalach i w klubach. Tureckie kwiaciarnie też nie skradły mojego serca (większość tureckich panien młodych ma sztuczne bukiety), na szczęście mogłam w 100% zaufać mojej mamie, która już wcześniej robiła bukiet dla mojej siostry. Zrobiła mi nie tylko piękny bukiet z gałązkami oliwnymi, zrywanymi z ogrodu rodziny narzeczonego – ale i wianek, o którym marzyłam o dawna. Wystarczyło sporo nici, ogrom cierpliwości i… tutoriale na Pintereście (wiwat Pinterest!)

Rodzynki SUłtańskie / ślub w Turcji

Tradycyjne tureckie wesele – tort… z gipsu

Jak wielkie było moje zdziwienie gdy okazało się, że ogromne, krojone przy gościach torty na tureckich weselach to w większości przypadków… makiety! Na scenę wjeżdża piękny, plastikowy lub gipsowy tort, para młoda udaje, że go kroi, a kelnerzy wydają ciasto, które przyjeżdża z cukierni już pokrojone, w kawałkach. Samo podanie noża parze młodej to najczęściej okazja do wymuszenia napiwku – noża „nie można znaleźć”, dopóki w kieszeni kelnera nie pojawi się sowity bakszysz.

 

Turcy są narodem, który lubi się pokazać – chwalić, robić wiele rzeczy na pokaz. Przez kilka lat przyzwyczaiłam się już do tej cechy i traktuję ją z przymrużeniem oka. Ale krojenie makiety (do tego jeszcze osmańskim mieczem) wyszło poza granice mojej tolerancji. Wyjścia były dwa: albo zamówić prawdziwy tort, z prawdziwym kremem, który jednak będzie kosztował więcej, niż wszystkie pozostałe wydatki razem wzięte (pamiętajmy, że mówimy o około 300 porcjach), albo wymyślić alternatywę. Okazały się nią babeczki – łatwe do wydawania przez kelnerów, ładne, niekoniecznie w tureckim stylu. Znów trafiliśmy jednak na barierę finansowo-logistyczną (cupcakes? Oczywiście – w cenie małego tortu od sztuki, nasz transport z drugiego końca miasta). Tydzień biegania i negocjacji zaowocował rozwiązaniem – zamówimy w cukierni same babeczki – ciastka, które ozdobimy kremem samodzielnie. Cóż w tym trudnego? Na wesele koleżanki zdobiłam i piekłam prawie sto babeczek, a dzięki foremkom do wycinania masy cukrowej wyglądały nawet lepiej, niż w wielu cukierniach.

Ale… jest jedno ale. Wesele koleżanki było w Polsce. Moje – w Izmirze, w środku lata. Krem, który „zawsze się udaje”, nawet przy włączonych wentylatorach przypominał rozpuszczone lody. Lodówka mieściła tylko niewielkie procent naszych cukierniczych potworków (dziwnym trafem już nie wyglądały jak te z Pinteresta!). Nie ma jednak problemu bez rozwiązania, a słynny turecki optymizm pozwolił zażegnać kryzys. Sklepowa zamrażarka, pan młody biegający z kolegami i krewnymi pomiędzy domem a sklepem w noc przed ślubem, połowa rodziny umazana w różowym barwniku do kremu, panna młoda wykrzykująca przekleństwa po polsku, turecku, a i nawet dawno zapomniane po niemiecku – cały ten przedślubny chaos zakończył się cukierniczym happy endem. Aha, wspominałam, że nie znaleźliśmy nigdzie piętrowego stojaka do babeczek, więc pan młody – z pomocą mojego szwagra i znajomego stolarza – zrobił go samodzielnie? I choć znów było trochę stresu, po wszystkim zostały tylko miłe wspomnienia – duma, że tak wiele zrobiliśmy sami i wdzięczność dla tych, którzy znosili nasze/moje humory i pomogli nam w organizacji tego wydarzenia.

Druga część – relacja z wesela – zostanie opublikowana na blogu już wkrótce. Jestem ciekawa, czy ktoś z Was też zorganizował wesele za granicą lub w ekspresowym tempie? A może macie za sobą wesele w Turcji?

The following two tabs change content below.

Gosia (Rodzynki Sułtańskie)

Blog Rodzynki Sułtańskie powstał w 2012 roku i jest subiektywnym przeglądem blasków i cieni życia w kraju minaretów - piszę o kulturze, języku, kuchni, oswajaniu orientu, ale też uczeniu się siebie w nowym otoczeniu kulturowym. Więcej znajdziesz w zakładce "O blogu". Kontakt/współpraca: RodzynekSultanski [@] gmail.com

26 przemyśleń na temat “Moje wielkie tureckie wesele. Część I: przygotowania, czyli jak zorganizować ślub w 6 tygodni”

  1. ~Kuzyn pisze:

    Gratulacje :):):) Niech Wam się wiedzie :):):)

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      Dziękujemy :) :)

  2. ~BlueOczka pisze:

    Gratuluje ;)))))

    Na pewno… „i żyli długo i. .,;)
    Trafilam na Twój blog całkiem przypadkiem ale z pewnością zostanę na dłużej. … wszystko co piszesz zaczyna być mi bliskie….

  3. ~Marta pisze:

    Hej! Kochana, nigdzie nie mogę znaleźć aktualnej listy dokuemntów, której potrzebuję, a boję się, że coś przeoczę. Akt urodzenia i zaświadczenie o zdolności prawnej do zawarcia małżeństwa za granicą? Oczywiście później tłumaczenie dokumentów, badania, zdjęcia, paszport. Tylko to? Brzmi zbyt łatwo… Proszę o pomoc, bo nie chcę już wracać do Polski- moja rodzina nie mogła przejść przez stereotypy i wyrzucono mnie z domu, nie mam co liczyć na nikogo. Mój towarzysz życia pójdzie niedługo do tureckiego USC po listę dokumentów, ale chciałabym usłyszeć dokładną relację kogoś, kto już przez to przeszedł. To dla mnie niesamowicie ciężki czas, chciałabym wszystko załatwić bez problemu :( Byłabym bardzo wdzięczna za odpowiedź!

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      Z tego co pamietam, z Polski to bylo wszystko :)

      1. ~Basia pisze:

        Gosiu, czytam sobie Twój blog od pewnego czasu… kocham Turcje i sie nią zachwycam. Jednak nie sadziła, ze sama stanę przed urzędnikiem i powiem evet… a jednak. W związku z tym mam pytanie czy te dokumenty maja być tłumaczone/podbite w Warszawie w ambasadzie, czy mogą być u jakiegokolwiek tłumacza przysięgłego?

        1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

          Ja miałam tłumaczone przez normalnego tłumacza przysięgłego. Szczęścia! ;)

  4. ~memymory pisze:

    Gratuluję organizacji wesela w tak expressowym tempie! Ale przede wszystkim gratuluję wyjścia za mąż za osobę z którą się jest szczęśliwa bo to czuje się w opisach :) Dla mnie gipsowy tort to szczyt kiczu i kwintesencja tureckiej ochoty jak najlepszego pokazania się i jakiejś infantylności, ale tacy oni są…
    Ogromne gratulacje jeszcze raz. Co do stroju, mnie jako Polce bardzo się podoba, jest uroczy, elegancki, prosty, delikatny, dobrze odzwierciedla polski charakter. Jestem pod wrażeniem!

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      Dziękuję :)
      To prawda, właśnie ten tort to właśnie taka mała turecka estetyka zamknięta w formie kilku pięter gipsowego kremu ;)

  5. ~Roxanna Butan pisze:

    Wow! Gratulacje! Pięknie wyglądałaś :) Co do fryzury widzę, że znalazłyśmy podobne zdjęcia na Pintereście. Nasze wesele było już prawie dwa miesiące temu – kilka miesięcy po ślubie cywilnym, więc tak bardzo bez zachowanej kolejności. Ale też było cudowne! Życzę Wam dużo szczęścia, a w wolnym czasie zapraszam na http://thebutans.blogspot.com/2015/09/our-turkish-wedding.html :)

  6. ~Invierno pisze:

    Jeszcze raz gratulacje!I gratulacje, że udało się ogarnąć to całe multikulturowe towarzystwo :)Pięknie wyglądałaś – wianek cud miód, a w ogóle fryzurę kto Ci robił? Bo chyba nie turecki fryzjer? Czekam z niecierpliwością na II część. Mam koleżankę, która w tamtym roku brała ślub z Turkiem, raczej tradycyjny i ze szczegółami relacjonowała, chętnie porównam :)
    A DJ na wesele to najlepszy wybór! I jeszcze taki, żeby się trzymał listy zrobionej przez młodych. My też mieliśmy DJ i nasi goście prawie nie schodzili na jedzenie, bo prawie cały czas parkiet był zajęty.

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      Dzięki :)
      O dziwo turecka fryzjerka okazała się super – dokładnie odtworzyła fryzurę z Pinteresta. Te lakierowane koszmarki są jednak życzeniem panien młodych – nawet przy mnie jedna z nich domagała się większej ilości brokatu na ramionach, mimo delikatnych sugestii fryzjerki, że już wystarczy :)

  7. ~balkanyrudej pisze:

    Przede wszystkim – moje gratulacje :)
    Po drugie, z własnego, weselnego doświadczenia wiem, że najlepiej jest sporą część rzeczy wokół tego wydarzenia zrobić samodzielnie i „pod siebie”. To w końcu ma być dzień tej konkretnej dwójki osób i to oni mają się czuć dobrze z taką a nie inną oprawą tego wydarzenia. U nas nie było przepychu, za to trochę bałkańskich akcentów. Było pięknie, goście ciągle wspominają weselną imprezę i bałkańskie hity puszczane przez przerażonego Dja, który bał się, że przy wybranej przeze mnie muzyce nikt się nie będzie bawił :P Ale się wszyscy bawili i było super. A to przecież jest najważniejsze: aby się wyszaleć i mieć co wspominać ;)

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      To prawda, nawet w sztywnych ramach tradycji można zorganizować ślub i wesele, które będzie się wspominać z uśmiechem :)

  8. ~Magda, Kociamber w podróży pisze:

    Wszystkiego dobrego Gosiu na „nowej drodze życia” :) Ja już za dwa dni będę obchodzić 15 rocznicę ślubu!
    Na tureckim weselu nie miałam okazji być, za to wczoraj obserwowaliśmy dwie pary robiące sobie zdjęcia ślubne na promenadzie w Eski Foça. Jedna panna młoda miała typową, europejską suknię, a suknia drugiej była szczelnie zapięta pod szyję, ale piękna!

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      Mnie zaskoczył wybór sukien i to, jak szybko są szyte – dla nikogo nie była problemem data ślubu. W tym samym czasie koleżanka organizująca ślub w Polsce musiała zamawiać suknię z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem!

  9. Gratulacje Gosiu. Szybka organizacja wesela, jak widać da się! Z tym sztucznym tortem to mnie zaskoczylas. Wianek cudny. Abstrachując od jednego z Twoich wczesniejszych wpisach teraz zobaczysz co się zmienia po slubie oczywiscie zyczę samych pozytywnych zmian. A jesli juz jest bardO dobrze to niech nic się nie zmienia. Pozdrawiam

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      Dziękuję :)

  10. Hej Gosia, Gratulacje! Miałam kiedyś okazję być na tureckim weselu, rządzi nim przepych: te suknie, te lakierowane fryzury… Czekamy na więcej zdjęć oczywiście:)

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      Widzisz więc, że miałam się czego obawiać ;) Przy okazji, ceny tych sukien powalają, ale w końcu taka okazja wymaga (drogiej ;)) oprawy ;))
      Dziękuję!

  11. ~Dorota pisze:

    Gratuluję i życzę wielu lat w radości i miłości!
    A wesele rzeczywiście zorganizowane w tempie ekspresowym. Ciekawie poczytać o tradycjach weselnych innych nacji. My uciekliśmy od wszelkich tradycji i też dobrze było.

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      Dziękuję :)

  12. ~Ewa Olborska pisze:

    Wow, podziwiam Was, że udało Wam się zorganizować wesele w 6 tygodni i to jeszcze międzynarodowe. :) Z tego, co piszesz, macie co wspominać i opowiadać. :) Nigdy nie byłam na żadnym weselu poza naszym krajem, jestem bardzo ciekawa, jak to wszystko wygląda gdzie indziej. Tort-makieta mnie zadziwiła ;)

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      Jeśli przyjedziesz do Turcji, być może będziesz mieć okazję zobaczyć jakieś wesele, bo można na nie wejść bez zaproszenia :)

  13. ~Martyna pisze:

    Ja również mam za sobą ślub turecki, chyba wychodziłyśmy za mąż w podobnym terminie :) My mieliśmy jednak trochę więcej czasu na organizację (pół roku), ale i tak roniłam rzewnie łzy podczas załatwiania papierkowej roboty i kilku wizyt w ambasadzie ;) Trochę się bałam tego tureckiego przepychu, ale że dekorator ze mnie żaden, skorzystaliśmy z pomocy firmy dekoratorskiej (swoją drogą ceny są kosmiczne, jeśli się wybiera coś więcej niż pakiet podstawowy, ale plastikowych krzeseł ogrodowych jakoś nie mogłam przełknąć). Orkiestra i jedzenie było tureckie, nawet tancerka brzucha się pojawiła. Wesele jak na tureckie standardy było nieduże, zaledwie 160 osób. Jedyny zagraniczny akcent stanowiło 5 osób z mojej rodziny :)Wszystkim się bardzo podobało. Bardzo miło będę wspominać ten wieczór, chyba również przez miejscówkę – ogród na terenie kampusu uniwersyteckiego z widokiem na Ankarę. W nocy światła miasta robią niesamowite wrażenie. Za 2 tygodnie tygodnie kameralne wesele w Polsce, tym razem rodzina turecka zobaczy coś nowego ;)
    P.S. z tym tortem to mnie uświadomiłaś (dodam, że moje tureckie wesele było pierwszym tureckim weselem na którym byłam więc nie byłam w pełni świadoma co mnie czeka:) ) a podczas krojenia zastanawiałam się czemu to ‚dziadostwo’ takie twarde :)))

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      U mnie również plastikowe krzesła były granicą, której nie mogłam przekroczyć :) Na szczęście salon miał normalne, ładne krzesła i stoły.
      Tancerka brzucha, wow! Nie pomyślałam nawet o takim akcencie, goście (zwłaszcza panowie) musieli być zachwyceni ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


0 Flares Facebook 0 Twitter 0 Google+ 0 Pin It Share 0 Email -- 0 Flares ×