Nie umiem nie kochać Izmiru. Cz 1: opowieści z Kemeralti

Izmir, Konak, Wieża Zegarowa
4 Flares Facebook 0 Twitter 0 Google+ 0 Pin It Share 4 Email -- 4 Flares ×

Epizod 1

Pan O. całe dnie spędza na swoim balkonie, wspominając czasy, kiedy pracował jako szewc w jednym z dziesiątych małych zakładów rzemieślniczych na Kemeraltı. Jego opowiadania zawsze mają miejsce na jednej z krętych uliczek tego ogromnego targu. I zawsze – jak chyba wszystkie starsze osoby - z nostalgią wspomina czasy, kiedy pomarańcze były bardziej soczyste, kebab podawany w większej porcji, a dziewczęta uśmiechały się ładniej. – A może już nie uśmiechają się do mnie? – żartuje. – Tu, gdzie dzisiaj są stoiska z etui na telefony komórkowe, była najlepsza lokanta. Zawsze serwowała tylko jedno danie główne i jedną zupę, a kolejka sięgała kilkudziesięciu metrów. Dziś już nie znajdziesz takich kucharzy! Dzisiejsze Kemeralti? Ah, boş ver! Daj spokój!

Pan O. zaciąga się papierosem. Za chwilę soczyście przeklina grupkę młodzieży, która przed jego balkonem urządza sobie wyścigi na motorze. – Wszyscy znad Morza Czarnego. Nawet nie potrafią dobrze mówić po turecku – ubolewa. W Izmirze turecki brzmi nieco inaczej. Na obwarzanka z sezamem nie mówi się simit, a gevrek. Słonecznik to nie çekirdek, a çiğdem. Nawet w obrębie jednej prowincji daje się usłyszeć różne akcenty i naleciałości.

Uśmiecham się w duchu. Nie znam czasów, kiedy pomarańcze były lepsze, a zupa warta stania w kilkudziesięciometrowej kolejce. Ale dobrze znam dumę izmirczyków, którzy uważają się za stojących trochę w opozycji do reszty Turków. Chcą być bardziej nowocześni, świeccy, a jednocześnie – jako jedyni pamiętają dobre tradycje. Będą Cię przestrzegać przez ludźmi znad Morza Czarnego, emigrantami z Bułgarii mieszkającymi w Tracji, Kurdami, szczególnie z izmirskiego wzgórza Kadifekale. Ale przede wszystkim – to oni najbardziej kochają Atatürka. Jego ogromna rzeźba spogląda właśnie na Kadifekale. Inskrypcja przypomina: Pokój w kraju, pokój na świecie. Ale na Kedifekale nadal jest niespokojnie, jak w całej Turcji.

Rzeźba Ataturka, założyciela Republiki, w Izmirze - naprzeciw wzgórza Kadifekale.

Rzeźba Ataturka, założyciela Republiki, w Izmirze – naprzeciw wzgórza Kadifekale.

simit a grevrek, język turecki nad Morzem Egejskim

Napis głosi: „W Izmirze na simita mówi się gevrek„.

Epizod 2

Na Kemeralti wrze. Dzieci próbują sprzedawać etui na telefon, chusteczki, kukurydzę. W  witrynach butików prężą się manekiny w wieczorowych sukniach. Zasiadamy w jednej z małych restauracji, gdzie podobno podają świetnego Iskendera. Ja zamawiam sałatkę – to jedyne, co w karcie nie zawiera mięsa. Mała, bo zaledwie dwuosobowa orkiestra pyta: co zagrać? D. od razu odpowiada: Agora meyhanesi. To piosenka o słynnej knajpie. Piosenka idealna do raki albo wina z Şirince. Mam ochotę oddać orkiestrze wszystkie pieniądze.

Epizod 3

W Kemeralti powinieneś wiedzieć, czego i gdzie szukać. Na jednej uliczce są sami krawcy. Wchodząc do pasażu obok, znajdziemy zakładziki rzemieślników naprawiających torebki, walizki i paski. Inna ulica to same  sklepy z małym wyposażeniem domu (czajniki, pudła, małe meble). A mijając mały meczet, znajdziemy się w raju dla osób kochających ryby i owoce morza. Ale – tutaj uwaga znanego już nam pana Omara – trzeba być ostrożnym i stąpać wśród  pelamid, dorad, kalmarów i małży jak na polu minowym. – Kiedyś było to nie do pomyślenia! Dzisiaj zdarza się, że sprzedają mrożone ryby! – oburza się mój rozmówca, nazywając nieuczciwych sprzedawców niehonorowymi (Şerefsiz!). To w Turcji bardzo ciężkie przekleństwo. Sprzedawcy midye to często tajniacy z policji. Krąży plotka, że mają powiązania mafijne.

Epizod 4

Mój żołądek zaczyna się buntować. Po spróbowaniu kilku rodzajów bakalii, chałwy, orzechów, izmirskiej kanapki kumru (ze słonym serem, ostrą papryką i pomidorem – niczego więcej nie trzeba do szczęścia), zwalniam tempo spaceru. A przecież właśnie trafiam do mojego ulubionego zakątka – stojących obok siebie stoisk ze świeżo wyciskanymi sokami. W Stambule, tuż przy wieży Galata, za szklankę soku z granatów zapłacicie nawet 5 TL. Tutaj – pięć razy mniej. I to w szklance, a nie kartonowym kubeczku. Szklanka soku z marchwi? 50 krs, czyli około 70 groszy. Atom, czyli wybuchowa mieszanka soków owocowych i miodu? Szaleńcze 2 TL. Na bozę, czyli gęsty napój z ciecierzycy, już nie starczy mi miejsca w żołądku.

Stoisko z sokami, Kemeralti, Izmir, Turcja

Epizod 5

Wychodzę z Kemeraltı  na Konak – centrum miasta ze słynną Wieżą Zegarową. Słońce powoli zachodzi. Po godzinie piątej, kiedy kończy pracę straż miejska, naokoło placu sprzedawcy rozstawiają swoje tymczasowe stoiska. Są zegarki, podrabiane buty sportowe i torebki, zapalniczki i tespih – muzułmańskie różańce. Ktoś sprzedaje sok z kiszonek, ktoś inny zachęca do zalaminowania dowodu osobistego (te tureckie nie przypominają kart kredytowych, a raczej polskie legitymacje szkolne, które szybko się niszczą). Do północy panuje tłok. Na schodach przed wieżą staruszek gra na sazie. Przy wejściu do metra spotykamy dzieci, które też próbują zarobić, grając na malutkich organach. Ich piskliwy, elektroniczny głos jest nieprzyjemny i tylko litość dla tych bosych, małych chłopców sprawia, że ktoś rzuca im kilka lir.  Wsiadam w metro. Za kilka dni pożegnam się z Izmirem. Miastem, którego czasem nie lubię, ale nie potrafię nie kochać.

Izmir, Turcja, rejon Morza Egejskiego

Izmir, Turcja, rejon Morza Egejskiego

Midye, czyli muszle nadziewane ryżem. Podobno najlepsze właśnie w Izmirze.

Izmir, Turcja, rejon Morza Egejskiego

Żeby oglądać Izmir z góry, wjeżdża się windą. Podobno pierwszą w Europie.

Izmir, Turcja, rejon Morza Egejskiego

Oprócz błękitnego…

Izmir, Turcja, rejon Morza Egejskiego

Wieczorem okolice Wieży Zegarowej to jeden wielki bazar. Podróbek markowych torebek. lizaków i kiszonych ogórków – dla każdego coś dobrego.

The following two tabs change content below.

Gosia (Rodzynki Sułtańskie)

Blog Rodzynki Sułtańskie powstał w 2012 roku i jest subiektywnym przeglądem blasków i cieni życia w kraju minaretów - piszę o kulturze, języku, kuchni, oswajaniu orientu, ale też uczeniu się siebie w nowym otoczeniu kulturowym. Więcej znajdziesz w zakładce "O blogu". Kontakt/współpraca: RodzynekSultanski [@] gmail.com

6 przemyśleń na temat “Nie umiem nie kochać Izmiru. Cz 1: opowieści z Kemeralti”

  1. Gosia, pisz częściej (wiem, wiem, jakie to trudne, gdy doba ma zaledwie 24 h), bo jesteś moją najwspanialszą łączniczką z Turcją. :)

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      Agnieszka, sama wiesz, że praca + nauka + blog to wyzwanie ;) Ale staram się łączyć czytelników z Turcją jak mogę :)

  2. To też słyszałam o Izmirze, że jest taki europejski. Chciałabym kiedyś odwiedzić, czuję, że to romantyczne miasto.

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      To prawda, jest romantyczne :)

  3. ~Kuba pisze:

    Ojej, bardzo brakuje mi soków ze świeżych owoców! A co do wpisu, myślę, że każdy ma takie miejsce, którego może czasem nie lubi ale nie potrafi nie kochać ;-)

  4. ~sowa.lipcowa pisze:

    ja mam tak z Ankarą :) właściwie to wcale nie lubię tego miasta, ale co poradzę, że mam sentyment.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


4 Flares Facebook 0 Twitter 0 Google+ 0 Pin It Share 4 Email -- 4 Flares ×