Jak nauczyłam się (?) tureckiego. Nauka w domu a kurs + jak oswoić się z językiem obcym na emigracji

jak nauczyć się tureckiego, nauka języka obcego w domu, nauka języka obcego na emigracji
4 Flares Facebook 0 Twitter 0 Google+ 2 Pin It Share 2 Email -- 4 Flares ×

Długo zwlekałam z tym wpisem. Już dawno chciałam zebrać wszystkie rady, popełniane błędy w nauce, wskazówki, motywację. Ale…czy mogę pochwalić się, że mówię po turecku? Oficjalnie mój poziom to C1. Mam certyfikat, studiuję po turecku. Czytam po turecku Foucaulta (z trudem, ale jednak) i prowadzę badania na uczelni. A jednak nadal czuję się niepewnie, czasami język płata figle i się plącze, a w głowie mylą się najprostsze konstrukcje. A więc jak w końcu z tym tureckim? Nauczyłam się go, czy nie? Co mówi certyfikat i jak go uzyskać? Oraz przede wszystkim: jak nauczyć się tureckiego i czy da się go nauczyć samodzielnie? Chociaż napiszę o tureckim myślę, że każdy kto ma za sobą choćby epizod życia na emigracji może utożsamić się z moimi językowymi potyczkami. Szczególnie ci, którzy rzucili się na głęboką wodę i wyjechali do kraju, którego języka nie znali. 

Nie jesteś Zdzichem, czyli truizm: każdy uczy się języka inaczej

- Ale co to za filozofia?! – spytacie. - Przecież mieszkając za granicą, język łapie się raz-dwa!. Zazdroszczę osobom, które potrafią szlifować język dzięki piosenkom albo szybko łapią słówka usłyszane na ulicy. Niestety, na mnie najlepiej działa nauka podczas kursu, w grupie. Muszę mieć terminy i sprawdziany. A najlepiej – muszę za ten kurs sporo zapłacić, żeby mieć dodatkową motywację (negatywną – tyle wydać i nie korzystać?!). Ale to mój przypadek – bo każdy uczy się języka inaczej. Nie słuchajcie tych, którzy mówią: - A zobacz, Ździch wyjechał do Niemiec, w kilka miesięcy mówi jak Niemiec! Skoro Zdzichu może, to czemu Ty jeszcze nie znasz języków obcych?!  Zdzich może być geniuszem. Być może naprawdę nie był początkującym, tylko miał blokadę mówienia, którą zwalczył (chcąc nie chcąc) używając języka w sytuacji codziennej. A może Ździch po nocach jednak wkuwał słówka, które później utrwalał w codziennej interakcji? Nie ma uniwersalnej recepty na naukę języka. Dla mnie pomocne było zrozumienie tego, w jaki sposób się uczę i właśnie to uważam za największą niedoskonałość nauki języka w szkole (a nie uczenie struktur gramatycznych). Szkoła nie nauczyła mnie, jak się uczyć. O metodach, typach pamięci, dowiedziałam się podczas szkoleń i wymian – a więc w ramach edukacji nieformalnej. Nie mam pamięci słuchowej, ba! Nawet słuchając piosenek po polsku, czasem nie wyłapuję niektórych słów i zdań. Wiąże się to z tym, że jestem wybitnie niemuzykalna. Najlepiej uczę się pisząc. Robię notatki, notatki z notatek. Nowe słowa muszę zapisać w notesie; nie mam szans na zapamiętanie ich tylko ze słuchu. Jeśli uczysz się języka, zacznij od… nauki uczenia się. Próbuj wielu metod: karteczek, fiszek, nagrywania słówek na mp3, lekcji na Skype, oglądania filmów, czytania książek.

Moja historia nauki tureckiego

Kiedy zaczęła się moja przygoda w Turcji – na programie wolontariatu (EVS, teraz to Erasmus+), mieliśmy zapewniony „intensywny” kurs tureckiego. Nauczycielka była urocza, przyznaję – młodziutka dziewczyna, która jednak – mimo szczerych chęci (przepraszam, H.!) nie miała ani talentu, ani umiejętności. Nauczyliśmy się podstaw; niektórzy szlifowali język z podręczników. A ja… cóż, tutaj nie będę winić nikogo. Byłam leniwa. Zamiast wkuwać słówka, wolałam wybrać się na spacer. No i… zaczęłam spotykać się z moim obecnym mężem (czy muszę coś dodawać? ;)) Skończyło się tak, że po wolontariacie znałam podstawy tureckiego. Wróciłam do Polski. Ze znajomymi Turkami rozmawiałam po angielsku – szczególnie, że pracowałam wtedy przy projektach międzynarodowych, więc nie było mowy o barierze językowej wśród samych Turków. Kiedy poważnie zaczęłam myśleć o zostaniu w Turcji na stałe, obkupiłam się w podręczniki i zaczęłam naukę. Pierwsze samouczki skończyłam szybko i gładko. Kłopot zaczął się przy  gramatycznych tabelkach w podręcznikach przewidzianych do pracy z nauczycielem – nie wszystko potrafiłam zrozumieć za pomocą słowników. Dlaczego nie uczył mnie mój mąż albo znajomi? – naturalnie spytacie. Otóż obcojęzyczni znajomi są nieocenieni, jeśli chodzi o naukę języka mówionego czy walkę z „blokadą”. Kiedy jednak przychodzi np. do reguł gramatycznych, najczęściej słychać wyjaśnienie typu „hmmm… bo tak już w naszym języku jest”. Bo przecież języka ojczystego uczymy się naturalnie, spontanicznie. Nie trzeba umieć nazywać reguł, aby je stosować. Kiedy perspektywa zostania w Turcji na stałe zaczęła przede mną rysować się bardziej wyraźnie, stało się dla mnie jasne, że dukanie na poziomie A2 to za mało. Chciałam zapisać się do szkoły językowej. W Eskişehir nie miałam wielu opcji – jedynym kursem dla obcokrajowców był uniwersytecki TÖMER. Kurs, który bez wahania polecam każdemu kto mieszka w Turcji i chce nauczyć się języka. TÖMER to intensywne zajęcia (5 razy w tygodniu, trwają 5 godzin) , przewidziane przede wszystkim dla studentów rozpoczynających naukę w Turcji w ramach stypendium. Przez 10 miesięcy można nauczyć się tureckiego biegle, tzn. przejść od zupełnej nieznajomości języka do poziomu C1. W dużych, turystycznych miastach (Stambuł, Antalia) słuchacze kursu to przede wszystkim obcokrajowcy, którzy żyją w Turcji na stałe; w Eskişehir  wszyscy słuchacze byli zakwalifikowani ze stypendium Türkiye Bursları. Dzięki temu ostanie dwa semestry to nie tylko język codzienny, ale i podstawy języka związanego z wybranym kierunkiem studiów. W TÖMERze ukończyłam dwa semestry – B1 i B2 (w sumie niecałe trzy miesiące). Do egzaminu na poziomie C1 przygotowywałam się już samodzielnie, w domu. Nie żałuję ani jednego dolara (niestety za kurs płaci się w obcej walucie, bo przecież słuchacze to obcokrajowcy!) wydanego na kurs – mimo że sama jestem stypendystką Türkiye Bursları i gdybym poczekała kilka miesięcy, kurs miałabym za darmo. Trzy  miesiące kursu znaczyły dla mnie więcej, niż rok nauki w domu, także wśród Turków. Po pierwsze – trafiłam na świetnych wykładowców. Kiedy na początku semestru chciałam zapisać się na kurs, wypełniłam test kwalifikujący. Mówienie – poziom B1. Pisanie – kiepskie A2… Dyrektor szkoły, Hilmi hoca, miał na to doskonałą radę – zacznę od lutego, kiedy grupa dojdzie do poziomu B1. Dał mi też gruby zeszyt i… kazał do tego czasu wypełnić. Choć nie byłam jeszcze kursantką, mogłam przyjść w każdej chwili i poprosić o skontrolowanie moich małych wypracowań. (przyznaję ze wstydem, że wtedy zeszytu nie zapełniłam). Pisanie w obcym języku to świetny sposób na naukę. Rozwija słownictwo i „przyzwyczaja” do języka. Dla mnie jest też alternatywą do wkuwania słówek, czego po prostu nie znoszę. Już po zakończeniu kursu, na studiach, pierwszy semestr był dla mnie szokiem. I bolesną lekcją: certyfikat językowy absolutnie nie musi być miarą znajomości języka. O studiowaniu po turecku napiszę innym razem; teraz wspomnę tylko, że mówienie w obcym języku i nauka w obcym języku to zupełnie inna para kaloszy. Szczególnie kiedy zaczynamy naukę już na wyższym poziomie i wcześniej pojęcia przyswajaliśmy po polsku czy np. angielsku. W pierwszym semestrze napisałam w sumie 120 stron referatów. Każdą sprawdzał mój mąż, cierpliwie poprawiając błędy. Kolejna lekcja: nawet interpunkcja w tureckim rządzi się swoimi, pokręconymi prawami! 120 stron później mówię i piszę o wiele lepiej i płynniej. Ponieważ mówienie ćwiczę każdego dnia, teraz skupiłam się na czytaniu. Jeśli uda mi się przebrnąć przez kilka stron lektur na zajęcia, nagradzam się literaturą piękną: moimi ulubionymi dziełami, przetłumaczonymi na turecki albo książkami tureckich autorów. Z czasem przyszedł też czas na starsze utwory, pisane po turecku, ale  z wieloma zapożyczeniami z osmańskiego. I poezję – tutaj najprzyjemniejsze okazały się wiersze poetów z tzw. ruchu garipçiler, których poezja przypomina mi trochę polskie wiersze okresu międzywojennego.

nauka języka, języki obce, jak nauczyłam się tureckiego, cytaty o nauce języków obcych

nauka języka, języki obce, jak nauczyłam się tureckiego, cytaty o nauce języków obcych

Czy tureckiego można nauczyć się samodzielnie?

Podobno wszystko można, wystarczy chcieć. Ja nie potrafiłam nauczyć się tureckiego sama i skorzystałam z pomocy nauczyciela. Turecki jest trudnym językiem do samodzielnej nauki (myślę o nauce będąc w Polsce, bez kontaktu z żywym językiem w Turcji). Oczywiście można nauczyć się słówek i struktur, ale turecki ma wiele niuansów, odmian. Do dziś często zdarza mi się tkwić przez pół godziny pisząc maila, zastanawiając się, jakiego słowa użyć. Bo turecki to język, w którym łatwo przekroczyć granicę bycia niegrzecznym albo bardzo pretensjonalnym. Wyczucie stylistyczne nabywa się przez lata i zdecydowanie niezbędny jest kontakt z Turkami – w miejscu pracy, w szkole: nie tylko wśród znajomych o równym statusie, ale też w środowisku, w którym musimy zachowywać się (i mówić) bardziej formalnie. Drugi problem z samodzielną nauką tureckiego to jego słaba znajomość wśród samych Turków. Wielu nie potrafi rozwiązać ćwiczeń na poziomie C1. Chociaż ortografia nie jest skomplikowana, mnóstwo Turków ma problem np. z łączną i rozdzielną pisownią „-de” (co może znaczyć „też” – i jest pisane osobno lub „w” – i jest pisane łącznie). Podobno to najczęstszy błąd, który zdarza się Turkom, a prawie nigdy obcokrajowcom mówiącym po turecku!

Turecki to bardzo zróżnicowany język. Język, którego odmiany mówionej naprawdę próżno szukać w słownikach. Różnica między językiem mówionym i pisanym jest zdecydowanie większa, niż w angielskim czy niemieckim. Ja sama na poziomie B1 „odkryłam” słowo… olmayacak (nie będzie), chociaż czasu przyszłego używałam od kilku miesięcy. Powód? Bo nauczyłam się go ze słuchu. A Turcy mówią olmicak, a nie olmayacak. Takich przykładów jest mnóstwo. Dodajmy jeszcze do tego pozostałości z języka osmańskiego, które rzadko są używane w języku codziennym, ale często w literaturze czy choćby w tekstach piosenek. No i ostatni problem, dla mnie nadal sprawiający dużo trudności. Po prostu inna logika języka i inny szyk zdania. Nie przeszkadzało mi to, dopóki nie poszłam na studia, ale kiedy zaczęłam tłumaczyć i pisać zdania wielokrotnie (baaardzo wielokrotnie) złożone, uwierzcie – musiałam przypomnieć sobie wiedzę z gimnazjum o rozkładzie logicznym zdania. Szczególnie brakuje mi… zaimka przymiotnego „który”. „Który” nie występuje w języku tureckim jako osobne słowo, ale końcówka -dik. Zapisując zdanie „Mam na biurku książkę, którą przeczytałam wczoraj”, piszemy w rzeczywistości coś w rodzaju „Na moim biurku jest książka przeczytana wczoraj”. To oczywiście prosty przykład, ale przy dłuższych zdaniach można naprawdę stracić wątek. Szczególnie, gdy ma się tendencję do częstej zmiany tematu i niedokładnie czesze się własne myśli. Jak ja :) Takie niuanse trudno zrozumieć bez wsparcia kogoś, kto dobrze zna język – najlepiej nauczyciela. Podsumowując: tak, tureckiego można nauczyć się samodzielnie, ale to o wiele trudniejsze, niż nauka z lektorem lub w grupie (a przynajmniej wśród znajomych Turków, którzy będą w stanie podpowiedzieć to i owo).

Zamiast morału :)

Znam wiele osób, które mieszkają w Turcji, a mimo to (z różnych względów) nie uczą się tureckiego. Bo żyją tu przejściowo, bo wszyscy wkoło mówią po angielsku, bo to trudny język i nie ma czasu… Wiem, że wiele osób żyjących za granicą wśród Polaków też zna to uczucie (polski sklep, polska fryzjerka, polskie piwo). Ja też czułam bardzo podobnie i wiem, jak trudno się zmotywować , znaleźć dodatkowy czas i pieniądze na kurs lub książki. Ale dopiero kiedy nauczyłam się tureckiego zaczęłam w jakiś sposób doceniać Turcję i przestać narzekać na ciekawskie sąsiadki albo niski poziom idiotycznych programów typu „turecka randka w ciemno”. Bo nagle okazuje się, że wśród sąsiadów jest też niespełniona poetka. A czas spędzany na narzekaniu można poświęcić na czytanie świetnej tureckiej literatury, która nie jest przetłumaczona na polski. I w końcu można brać udział w rozmowach na każdy temat – odkrywając, że w  otoczeniu jest mnóstwo genialnych, inspirujących osób.

I jeszcze mała dygresja. W liceum chodziłam do klasy językowej, o profilu niemieckim. Moja wychowawczyni i nauczycielka niemieckiego (i do dziś ogromna inspiracja, której zawdzięczam zainteresowanie językami obcymi) pytała nas, czemu wybraliśmy właśnie ten profil. Ja odpowiedziałam, że ucząc się np. matematyki lub chemii, poza kilkoma przypadkami wiedza rzadko przydaje się nam w życiu codziennym (korzystaliście z choćby jednego z siedmiu sposobów tworzenia soli?). A ucząc się języka, od razu możemy wykorzystać to, czego się nauczyliśmy. Szybko widzimy efekty. Dzisiaj, kiedy udaje mi się stworzyć jakieś super-zdanie w tureckim z użyciem trudnej konstrukcji gramatycznej lub nowego słówka mam ogromną satysfakcję i frajdę. Kiedy czytam książkę ulubionego autora i jest to przyjemność, a nie mordęga – czuję ogrom motywacji. Bo czy jest coś bardziej motywującego od  czytania ulubionego autora w oryginale?

Z drugiej strony, życie w obcym kraju i posługiwanie się obcym językiem to też ogromna lekcja pokory. Bo obcego języka nigdy, przenigdy nie da się nauczyć. Zawsze możemy się rozwijać, polepszyć akcent, rozbudować słownictwo. A to też jest szalenie inspirujące, bo zawsze jest miejsce na rozwój.

nauka języka obcego inspirujące cytaty, jak nauczyć się języka obcego samodzielnie, jak nauczyć się samodzielnie tureckiego

nauka języka obcego inspirujące cytaty, jak nauczyć się języka obcego samodzielnie, jak nauczyć się samodzielnie tureckiego

P.S. Halo, czy na sali są turkolodzy? Proszę pamiętajcie, że moja wiedza o tureckiej gramatyce i składni nie jest fachowa. Proszę wybaczyć niektóre uproszczenia :)

 

The following two tabs change content below.

Gosia (Rodzynki Sułtańskie)

Blog Rodzynki Sułtańskie powstał w 2012 roku i jest subiektywnym przeglądem blasków i cieni życia w kraju minaretów - piszę o kulturze, języku, kuchni, oswajaniu orientu, ale też uczeniu się siebie w nowym otoczeniu kulturowym. Więcej znajdziesz w zakładce "O blogu". Kontakt/współpraca: RodzynekSultanski [@] gmail.com

8 przemyśleń na temat “Jak nauczyłam się (?) tureckiego. Nauka w domu a kurs + jak oswoić się z językiem obcym na emigracji”

  1. ~patulek pisze:

    są początkujący turkolodzy! :) uproszczenia wybaczone. po korzystaniu z podręczników i wizycie szefa szefów tömer’a na naszym uniwersytecie potwierdzam, że to wydawnictwo jest super!
    a co do szyku zdania, jeśli zdarzy się, że kompletnie nie będziesz umiała go skleić,jest ratująca konstrukcja ‚który’ i po tym jest szyk zdania tak jak w polskim :>

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      Dzięki! Możesz dać przykład tej konstrukcji? Chyba nie do końca zrozumiałam, o co chodzi :)

  2. ~Didi pisze:

    Bardzo się cieszę ,że tak poważnie zajęłaś się tureckim . Mam nadzieję ,że jest duża szansa na nowe tłumaczenia tureckiej literatury z Twoim udziałem . Jestem głodna ich filozofii życia , piękna literatury a tu…..mizernie na polskim terenie :(. Wierzę ,że tak się stanie. Powodzenia w językowych zmaganiach i dziękuję za błyskotliwe wpisy na blogu . Bardzo lubię tu bywać……..Pozdrawiam serdecznie

  3. ~Magdalena pisze:

    No cóż ja cały czas próbuję. Wciągający proces. Też mylą mi się podstawy ale codziennie uczę się nowych rzeczy i to jest pocieszające. Życzę powodzenia w dalszej nauce!

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      Dziękuję i wzajemnie!

  4. Takie wpisu potrzebowałam :) Dzięki, Gosia!
    Mój TÖMER był super, a dodatkową motywacją był nauczyciel, który był baaaardzo przystojny. Uczyłam się pilnie, żeby nie wyjść na lenia ;) Niestety kurs musiałam połączyć z pracą, szefowa często wyciągała mnie z zajęć, a później rozpoczął się ramadan i wielkie upały, a że połowa dziewczyn w grupie była w zaawansownej ciąży to zajęcia trzeba było ciągle skracać, robić mnóstwo przerw i uczyliśmy się coraz mniej.
    Czeka mnie egzamin na poziom B2 i od stycznia mam zamiar to pociągnąć dalej. Wiesz może czy wszystkie uniwersyteckie kursy mają jedną cenę? U mnie to kosztuje 300 USD + 100 USD list akceptacyjny. Chciałabym taniej, chociaż to pewnie nie jest możliwe :)

    1. Gosia (Rodzynki Sułtańskie) pisze:

      List akceptacyjny? Ceny różnią się, bo ja wynegocjowałam sporą zniżkę. Żony Turków mają też 50% zniżki na kurs, ale ja się jeszcze wtedy nie załapałam :)
      Powodzenia w nauce, na pocieszenie: B2 jest łatwy w porównaniu do B1, przynajmniej jeśli chodzi o gramatykę :)

  5. ~Agata pisze:

    Ten semestr spędzę na Erasmusie+ w Stambule i jutro zaczynam pierwsze zajęcia z tureckiego dla początkujących. Póki co moja wiedza ogranicza się do kilkunastu podstawowych zwrotów i niewielkiej ilości słówek, więc nie mogę się doczekać kiedy będę mogła spojrzeć na ten język od bardziej formalnej strony. Mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła pochwalić się tureckim przynajmniej na poziomie A2 :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


4 Flares Facebook 0 Twitter 0 Google+ 2 Pin It Share 2 Email -- 4 Flares ×